RECENT PRESS ITEMS

01 Lettering Large

02 25 jaar Stadscollectie R’dam

03 Blended

04 NRC Weekend

05 Graduation Show 2012

06 ED Awards Catalogue 2012

07 Typography

08 Celebrate 65

09 Drawing for Graphic Design

10 Women in Graphic Design

11 Typography Referenced

12 ED Awards Catalogue 2011

13 The 3D Type Book

14 Playful Type 2

15 Staging Space

16 Left, Right, Up, Down

17 Typography 31

18 DPI Magazine

19 Brno Biennale

20 étapes:181

21 Print

22 ED Awards Catalogue 2010

23 ZEFIR7

24 Typography 30

25 Adbusters

26 IdN

27 Metropolis M

28 Graphic Design, Referenced

29 étapes:171

30 items

31 Atlas of Graphic Designers

32 Design

33 Women Of Design

34 icons of graphic design

35 Brno Biennale Catalog

36 Eye: Beyond the canon

37 AREA 2

38 European Design Awards 2007

39 Super HD: Holland Design

40 Tactile

41 Handjob

42 Typography 28

43 Le Monde: Design & Typo le Blog

44 Contemporary Graphic Design

45 Designprijs Rotterdam

46 Page Magazine 05.07

47 Hollands Diep

48 aiga.org

49 Experimenta

50 Exploring Typography

51 I.D.

52 maxbruinsma.nl

53 Int. Yearbook Com. Design 05-06

54 Typography 26

55 items

56 Visual Communication

57 2+3D

58 Typography 25

59 21st Brno Biennale Catalog

60 Page Magazine 06.04

61 designNET

62 Typography 24

63 Art Directors Annual 82

64 Dutch Type

< - - - PREV - - - - - -

- - - - - - NEXT - - - >


2+3D

II-2005 nr 15

Dziwnie atrakcyjny ornament

Ryan Pescatore Frisk i Catelijne van Middelkoop to młodzi absolwenci akademii w Cranbrook. Choć podejście do projektowania wynieśli ze swojej Alma Mater, proponują nową stylistykę – język graficzny oparty na dekoracji i ornamencie.

Wasze spotkanie w Cranbrook Academy of Art dało impuls do stworzenia duetu Strange Attractors…

RPF: Tak, nim jednak znaleźliśmy się w Cranbrook, ja studiowałem projektowanie w USA, a Catelijne w Holandii [CAA prowadzi tylko studia podyplomowe – red.].

CVM: W Cranbrook zrozumieliśmy, że razem możemy zrobić coś ważnego w dizajnie.

Ta uczelnia odbiega od standardów nauczania projektowania, nie tylko europejskich.

RPF: Cranbrook to specyficzne miejsce, na naszym roku na Wydziale 2D studiowało tylko trzech projektantów grafików. Inni ukończyli wcześniej kierunki bardzo odległe od dizajnu, np. film, geologię czy literaturę niemiecką. Kierownik Wydziału jest odpowiedzialny za skład osobowy danego roku. Dobiera go na zasadzie koktajlu, z ludzi reprezentujących różne dyscypliny naukowe i artystyczne. Ma z tego wyjść mieszanka wybuchowa, rodzaj nieustannej burzy mózgów, otwierającej przed dizajnem nowe horyzonty.

CVM: My, studenci z dizajnerskim przygotowaniem, cały czas rozmawialiśmy o projektowaniu.

Nawet dzisiaj robicie to nadal!

RPF: Rzeczywiście. (śmiech)

CVM: Pamiętam pierwsze spotkanie z Ryanem. Wydawał mi się trochę bezczelny i arogancki.

RPF: Ciebie odebrałem podobnie.

CVM: Ryan był pierwszym człowiekiem, którego krytycznych uwag o mojej pracy chciałam słuchać i wyciągałam z nich wnioski. Oczywiście, sama też go krytykowałam.

RPF: Do dzisiaj zresztą pracujemy w ten sposób – staramy się stymulować nawzajem, żeby to co robimy, było coraz lepsze.

CVM: Nim znalazłam się w Cranbrook, wyobrażałam sobie, że będę freelancerem a wielkie firmy będą się za mną rozbijać, żebym dla nich projektowała. Gdy spotkałam Ryana wszystko się zmieniło, postanowiliśmy działać wspólnie.

Często wspominacie o dyskusjach, tzw. krytykach (ang. critics), które odbywały się w Cranbrook, a dotyczyły oceny prac poszczególnych studentów. Jak się to odbywało?

RPF: Tak, to rzeczywiście była sprawa absolutnie hardcorowa. Krytyka każdego wypadała raz na miesiąc. Było specjalnie przeznaczone do tego celu pomieszczenie, gdzie wieszaliśmy swoje prace. Gdy wszystko było gotowe, kierownik Wydziału, który prowadził te spotkania, zapraszał ludzi ze szkoły. U nas najczęściej bywali ludzie z Wydziału 3D. Każdy mógł przyjść i powiedzieć swoje zdanie. Gdy rozpoczynała się krytyka zamykano drzwi, nikt nie mógł wejść ani wyjść, a trwało to czasem nawet dwie godziny. Student, którego prace omawiano, nie miał prawa głosu. Mógł coś powiedzieć dopiero na samym końcu. Na nikim nie zostawiano suchej nitki, wielu płakało gdy usłyszeli „całą prawdę” o swoich projektach! Nie miało to jednak znamion złośliwości czy programowej niechęci wobec autora. Przeciwnie, był to rodzaj twardej rozmowy, z której należało wyciągnąć wnioski, żeby dalej pracować bardziej świadomie. Uczestnicy krytyk często widzieli prace po raz pierwszy, nie byli więc do nich wcześniej w żaden sposób nastawieni. Chodziło o stworzenie sytuacji jak w życiu codziennym: odbieramy tysiące wizualnych sygnałów, a mamy tylko kilka chwil, by czymś się zainteresować i zrozumieć przesłanie dizajnera.

W Polsce jesteśmy dalecy od tego sposobu prowadzania korekty ze studentami. Wszystko jest bardziej „okrągłe”, uładzone. Czy rzeczywiście tylko w Cranbrook tak się to odbywa? Jak to wygląda na innych uczelniach w USA i Holandii?

CVM: Tak jest tylko w Cranbrook. W Holandii nauczyciele wyrażali swoje opinie o naszych pracach, ale my mogliśmy im w trakcie zajęć wszystko wyjaśnić.

RPF: Ten rodzaj krytyki‑korekty wydaje mi się czymś absolutnie niezbędnym w procesie uczenia projektowania. To najlepsza jaką znam (i jakiej doświadczyłem) metoda wpływania na studentów, stymulowania ich do pracy nad sobą.

Jesteście po raz pierwszy w Polsce. Przyjechaliście z wykładem, prowadzicie warsztaty ze studentami w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Jak godzicie pracę zawodową w Strange Attractors z pasją szukania, chęcią tworzenia czegoś nowego i dzielenia się swoimi doświadczeniami z innymi.

RPF: Oprócz pracy – nazwijmy ją tak – komercyjnej, mamy wiele innych zainteresowań. Realizujemy projekt, który nazwaliśmy Dialog Nouveau. Ma być płaszczyzną wymiany myśli, doświadczeń związanych z szeroko pojętym projektowaniem. Podróżując zbieramy nowe materiały, rozmawiamy z ludźmi i zapraszamy ich do wymiany poglądów. W ramach Dialog Nouveau w Katowicach realizujemy projekt Broadcasting Tongues, to taki rodzaj „antropologii typograficznej”. To są oczywiście działania non profit.

CVM: Ludzie komunikują się, rozmawiają różnymi językami, noszą w sobie obrazy, kalki kultur wizualnych. Ciekawi nas, jak mogą się one nawzajem przenikać, ale żeby do tego doszło, trzeba je najpierw poznać. To powinno zaowocować czymś nowym w dizajnie. To, co widzimy na ulicach w Polsce, bardzo nas interesuje. Ale jeszcze ciekawsze były rzeczy przyniesione przez studentów na warsztaty: kolekcje starych komiksów, opakowań, etykiet zapałczanych, czasopism. To było coś bardzo osobistego, ciepłego i zapewne ważnego dla ich rodziców, ale i dla nich samych. W Holandii nie ma już na nic miejsca, wszystko jest tam zaprojektowane (over­design) – dusimy się. Wy możecie zrobić wszystko od nowa, tyle tu wolnej przestrzeni do zagospodarowania. No i pracy dla dizajnerów!

RPF: Bardzo dobrze pracowało się nam z waszymi studentami. Wydają mi się bardziej otwarci, ciekawsi świata niż ich koledzy na Zachodzie. W USA, gdzie wizualny język ulicy jest zróżnicowany stylistycznie i bywa bardzo agresywny, głęboko zapada im w świadomość. Wydaje im się, że dużo wiedzą o tym jak projektować i co jest ważne w graficznym przekazie. Często podświadomie używają jednak wizualnej kalki. Projektowanie to dziedzina, w której stale trzeba być otwartym i ciągle poszukiwać najlepszych rozwiązań.

Wróćmy jednak do prozy życia. Jak wygląda wasza praca z klientami?

RPF: Do zabawnego dla nas zdarzenia doszło po wykładzie w katowickiej ASP. Po prezentacji naszych projektów podszedł jeden ze studentów i poprosił o pokazanie mu projektów komercyjnych. A my przecież właśnie tylko takie pokazywaliśmy! Nigdy z góry nie dzielimy klientów na lepszych i gorszych. Zawsze staramy się pracować z takim samym zapałem i równie intensywnie. Nasze doświadczenia z tak zwanymi idealnymi klientami, za jakich uważa się często instytucje kulturalne, np. teatry, wręcz przeczą temu stereotypowi. O wiele bardziej kreatywni i otwarci są klienci spoza tej branży. Ludzie teatru, z którymi dotychczas pracowaliśmy, byli bardziej zamknięci, sztampowi i tradycyjni w myśleniu.

CVM: Jeden z klientów z Birmingham w Alabamie trafił do nas dzięki kartce zaprojektowanej z okazji narodzin dziecka naszych przyjaciół z Cranbrook. Nasza praca tak mu się spodobała, że dał nam pełną swobodę przy realizacji jego zlecenia. Ostateczną wersję projektu często wypracowujemy mozolnie wraz z klientem, ale nigdy nie idziemy na jakikolwiek kompromis.

RPF: Wydaje mi się, że ostatnio mamy dużo szczęścia do dobrych zleceniodawców. Nie jesteśmy krezusami, koncentrujemy się przede wszystkim na dizajnie, nie na pieniądzach. Chcąc zarabiać duże pieniądze, zostalibyśmy bankierami. Oczywiście żartuję, pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. Najpierw trzeba myśleć o dizajnie i komunikacji między ludźmi. Pieniądze będziemy mieli tylko wtedy, gdy projekt, który proponujemy, będzie na najwyższym poziomie. Nie robimy rzeczy, z którymi nie identyfikujemy się w 100 procentach.

Dziękuję wam za rozmowę i myślę, że projektanci i studenci z Polski będą od tego spotkania rozwijać wspólnie z wami projekt Broadcasting Tongues.

Links

2+3D

interview

2+3D cover